|
|
Czy nauczyciele mogą
przyjmować drogie prezenty ?
Piotr Burda
Nauczyciele nie mogą przyjmować drogich prezentów od
uczniów czy rodziców, ale ci bardzo chętnie je dają. - Nasz sprzeciw nie
zawsze skutkuje - twierdzi jeden z pedagogów.
W szatni Szkoły Podstawowej nr 25 na kieleckich Ślichowicach w ubiegłym
tygodniu wisiała kartka z informacją od trójki klasowej, że każdy z rodziców
ma wpłacić po 15 zł na koniec roku szkolnego. - To niemożliwe, nie w mojej
szkole. Zaraz pójdę to sprawdzić - mówi Zuzanna Banaś, dyrektor szkoły.
Kartkę szybko zdjęto, dyrektor poprosiła o wyjaśnienie wychowawczynię danej
klasy. - Usłyszałam, że pieniądze miały iść na... pamiątkowe książki dla
dzieci - twierdzi dyrektor Banaś.
Zbiórki pieniędzy wśród rodziców, szczególnie pod koniec roku szkolnego, nie
dziwią już nikogo. - Niektórzy rodzice sami się nakręcają, chcą pokazać, jak
potrafią być wdzięczni. Ale są i tacy, którzy nie zgadzają się na zbiórkę.
Jaka opcja zwycięży, taki jest prezent. Może to być róża, ale może też
srebrna biżuteria - mówi matka ucznia z SP nr 25.
Czy nauczyciele powinni przyjmować drogie prezenty? - Absolutnie nie, nie
mam co do tego żadnych wątpliwości - mówi stanowczo Janusz Skibiński,
świętokrzyski kurator oświaty. - Już na początku roku nauczyciele powinni
zdecydowanie powiedzieć rodzicom, że nie życzą sobie żadnych prezentów i
przypomnieć o tym pod koniec roku. Wówczas nie byłoby problemu - twierdzi.
Zaznacza, że chodzi o droższe prezenty. - Kwiat czy bombonierka mogą być -
uważa kurator.
W praktyce jest jednak inaczej. - Nasz sprzeciw nie zawsze przynosi skutek.
Niedawno mówiłam, że nie chcę żadnych prezentów, najwyżej wspólne zdjęcie z
podpisami. Ale na koniec roku przyniesiono mi pakunek. Nie przyjęłam go,
wyszło trochę niezręcznie, bo uczniowie poczuli się urażeni. Potem było mi
jeszcze bardziej głupio, bo prezent z dedykacją dla mnie zastałam w pokoju
nauczycielskim. Co miałam robić? Biegać za uczniami po szkole? Iść na
policję? - pyta nauczycielka jednego z kieleckich liceów. W paczce był
zegar, do tej pory wisi w szkole.
Dyrektorzy szkół twierdzą, że dawanie drogich prezentów nauczycielom jest
nieetyczne. - Na przykład wręczanie podarku wychowawcy pierwszej klasy na
koniec roku. Gdy się dowiem o takiej sytuacji, będę reagował, nauczyciela
czekają konsekwencje dyscyplinarne - zapowiada Jacek Leźnicki, dyrektor
kieleckiego Gimnazjum nr 3 przy ul. Wojewódzkiej. Podkreśla, że inaczej
wygląda sytuacja, gdy uczniowie kończą szkołę. - Wtedy nie ma mowy o jakimś
zobowiązaniu, na pewno nie jest to łapówka. A czy nauczyciel przyjmie
prezent, to już jego sprawa - mówi Leźnicki.
W różny sposób próbują załatwić tę sprawę. - "Żadnych osobistych prezentów"
apeluję do rodziców, którzy chcieliby się wykazać. Chcecie pomóc szkole?
Kupcie pomoce dydaktyczne. Dzięki temu udało się nam wymienić okna. Na
radzie pedagogicznej przypominam też nauczycielom, że nie mogą postępować
nieetycznie - mówi Ryszard Krzemiński, dyrektor Zespołu Szkół
Ogólnokształcących nr 12 przy ul. Kujawskiej.
Czy dawać? Czy brać?
Czy rodzice powinni dawać drogie prezenty, a nauczyciele je przyjmować? Co
Państwo sądzą na ten temat. Na opinie czeka Piotr Burda - tel. 041 24 98
209, e-mail:
redakcja@kielce.agora.pl
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|