|
|
Jak rzemieślnicy okradają praktykantów
Paweł Matracki
Pracują w soboty i dłużej niż osiem godzin. Dostają
część wypłaty albo wcale. - Zamiast uczciwości i sumienności uczą się
cwaniactwa - mówi matka 16-letniego Piotrka. Chłopak odbywa praktykę w
zakładzie rzemieślniczym
Piotrek (imię zmienione) chodzi do pierwszej klasy trzyletniej szkoły
zasadniczej Zespołu Szkół Zawodowych im. Hubala w Radomiu. Uczniowski
tydzień to trzy dni nauki teorii i dwa dni praktyki. Umiejętności praktyczne
młodzież kształcąca się w specjalnościach lakiernictwo, blacharstwo,
mechanika i fryzjerstwo zdobywa poza szkołą - w zakładach i warsztatach
zrzeszonych w Cechu Rzemiosł Różnych w Radomiu.
Trochę za mało
Kto może kształcić praktykantów, określa rozporządzenie ministra gospodarki
i pracy z sierpnia br. Jeśli pracodawca spełnia kryteria (m.in.
wykształcenie, dyplom mistrzowski, praktyka, kurs pedagogiczny), to poprzez
cech zawiera umowę o refundację wynagrodzeń wypłacanych młodocianym
pracownikom z Ochotniczym Hufcem Pracy (tak jest od początku tego roku
szkolnego, wcześniej refundował Powiatowy Urząd Pracy).
Przepisy dokładnie określają wysokość wynagrodzenia praktykanta pierwszej,
drugiej i trzeciej klasy. We wrześniu, październiku i listopadzie br. pensja
pierwszoklasisty to 89,22 zł. Pracodawca ma obowiązek opłacić z tego ZUS
(16,70 zł) i dać na rękę uczniowi 72,52 zł.
- Syn przynosi do domu 45 zł - mówi matka Piotrka. - Poszłam do cechu
sprawdzić, jak to jest. Na tablicy ogłoszeń są podane wszystkie stawki. Jest
napisane: "do wypłaty 72,52". Pytam syna, czy nie zabiera doli dla siebie.
Mówi, że nie.
Mogło być gorzej
Matka Piotra powiedziała o sprawie na szkolnym zebraniu. Okazało się, że nie
jest jedyną osobą, której syn jest wykorzystywany. Usłyszała o przypadkach,
kiedy praktykanci w ogóle nie dostają pieniędzy, pracują więcej niż osiem
godzin albo muszą chodzić do pracy w soboty. Wychowawczyni poradziła, żeby
rodzice składali skargi do cechu.
- Jestem pewna, że gdybym to zrobiła, syn zostanie zwolniony z zakładu a
wśród zatrudniających błyskawicznie rozejdzie się informacja, żeby
Iksińskiego nie zatrudniać - mówi matka. Rozmawiała z innymi rodzicami, ale
też boją się skarżyć na pracodawców.
Coś w tym jest
- Problem jest. Dostaję takie sygnały od rodziców. Prosiłam o konkrety:
adres, nazwę firmy. Odmawiają - mówi Małgorzata Michalczyk, dyrektor Zespołu
Szkół Zawodowych im. Hubala.
Co szkoła robiła z sygnałami? - Skierowałam pismo do Cechu Rzemiosł Różnych
w Radomiu, by zatrudniający praktykantów przestrzegali umów. Ja nie mam
wpływu na pracodawców - mówi dyrektor. Samorząd rzemieślniczy zareagował. -
Na początku tego roku szkolnego cech prosił mnie, bym przekazała rodzicom
informację: uczeń musi kwitować wypłatę. Jeśli nie dostaje pieniędzy, niech
nic nie podpisuje - dodaje.
Kto podpisuje listy?
Każda wypłata powinna być potwierdzona podpisem, bo pracodawca bez kopii
listy płac nie dostanie refundacji.
- Piotrek nic nie podpisuje. No i co się dzieje dalej, skoro bez dokumentu z
podpisami uczniów zatrudniający nie odzyska pieniędzy? Dokłada do
praktykantów, prowadzi działalność charytatywną? - ironizuje matka 16-latka.
- Podejrzewam, że podrabia podpisy uczniów. Okrada innych a sam zarabia. W
przypadku mojego syna będzie to w ciągu roku szkolnego 27 zł razy dziewięć
miesięcy, czyli ponad 240 zł. Powiedzmy, że ma czterech uczniów, więc
zarabia niecałe 1000 zł. A ci, co w ogóle nie płacą młodzieży, prawie trzy
razy tyle.
Anonimowo? Tak
Matka chłopaka jest wściekła: - Nie wiem, co robić. Być tą pierwszą co się
poskarży? Praktyki kończą się egzaminem. Narażać syna, że nie zda? To
pierwsza praca takich młodych ludzi. Powinni uczyć się sumienności,
uczciwość. Co dostają? Cwaniactwo i zachłanność. Czy cech nie ma
instrumentów, by wykluczyć nieuczciwych rzemieślników ze swoich szeregów.
Przecież jak oszukują ucznia, oszukują też klienta - uważa.
- Nie mamy żadnych skarg na pracodawców - twierdzi Tadeusz Chodelski, prezes
zarządu cechu. - Szkoda, że rodzice nie przychodzą bezpośrednio do nas, gdy
dzieje się coś niepokojącego. Zapraszam do siebie, gwarantuję anonimowość.
Sprawdzimy rzemieślnika, mamy swoje sposoby - mówi prezes.
W radomskim oddziale Państwowej Inspekcji Pracy także nie ma skarg od
rodziców i uczniów na pracodawców zatrudniających młodocianych. Tak jest
prawie od dwóch lat.
Rodzice, których dzieci są wykorzystywane, mogą się zgłaszać do Tadeusza
Chodelskiego w poniedziałki w godz. 9.30-12.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie 2004r.:
gazeta.pl |
|