|
|
Giertych zamiast
nauczyciela wybierze podręczniki
Magdalena Kula
Roman Giertych wkrótce ma ogłosić rządowy
program "Tani podręcznik". Dotarliśmy do jego założeń
MEN chce od 2007 roku organizować przetargi na podręczniki do
poszczególnych przedmiotów - wydawnictwa oprócz druku muszą zapewnić
dowóz książek do wszystkich gmin i powiatów. Potem samorządy
dostarczą podręczniki do szkół. Tam za ustaloną w ofercie
przetargowej cenę kupią je rodzice.
Pieniądze ze sprzedaży nie zasilą jednak szkolnego budżetu. Państwo
o tę sumę zmniejszy subwencję dla szkoły z budżetu państwa.
Ministerstwo rozważa też drugi wariant - za książki płaciłby budżet
państwa. Uczniowie wypożyczaliby je od szkoły, a rodzice w zamian
wpłacaliby na konto szkoły opłaty: na kredę, środki czystości,
materiały biurowe. Według naszych informacji ten wariant ma jednak
małe szanse - resort boi się, że nie wszyscy zechcą potem książki
oddać. Udział szkół w programie ma być dobrowolny.
Hurtownicy, księgarze i wydawcy mówią wprost: to oznacza zapaść dla
całego rynku księgarskiego.
Wojciech Satała, prezes Izby Księgarstwa Polskiego (zrzesza 350
księgarń): - Wykluczenie z systemu dystrybucji podręczników to
bankructwo dla księgarzy. W pierwszej kolejności księgarnie znikną z
małych miasteczek, potem i z dużych miast. A przecież edukacja
opiera się nie tylko na podręcznikach, także na lekturach, atlasach,
słownikach. Na tym ministerstwu nie zależy?
Piotr Marciszuk, szef Polskiej Izby Książki, nie ma wątpliwości:
jeśli program wejdzie w życie, z rynku zniknie większość wydawnictw.
- Zostaną ci, których stać na zorganizowanie dystrybucji. A szanse
na obniżkę ceny książek i tak będą nikłe. Jeśli kosztów dowożenia i
sprzedaży podręczników nie wezmą na siebie księgarnie i hurtownie,
to wydawnictwa będą musiały po prostu zatrudnić armię kierowców i
zorganizować to na własną rękę. A to kosztuje - mówi Marciszuk.
Teraz to nauczyciele decydują, z jakich książek uczą. Sami ustalają
program i scenariusze lekcji (to jedno z najważniejszych założeń
reformy oświaty). Jeśli rząd przyjmie nowy program - tę swobodę
stracą. Będą skazani na podręcznik, który wybrało ministerstwo.
Prof. Elżbieta Putkiewicz z Uniwersytetu Warszawskiego: - Rynek
podręczników to ogromny biznes, którym nie mogą rządzić tylko zasady
konkurencji i wolnego rynku. Ale organizowanie przetargów to
nieporozumienie. O wartości podręcznika nie decyduje jego cena. W
Polce potrzebna jest rozsądna grupa recenzentów, którzy z oferty
wydawnictw wybiorą te wartościowe tytuły. Przetargi oznaczałyby
centralizację programów nauczania. Czy o to chodzi nauczycielom?
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|