|
|
Uczniowie ozłocą
nauczycieli
Katarzyna Piotrowiak
Nauczyciele twierdzą, że prezentów nie
przyjmują. Uczniowie, że - jak co roku - oprócz kwiatków szykują
podarunek dla wychowawcy. - Składamy się na komplet złotej biżuterii
- zdradza Paulina, uczennica podstawówki.
W piątek uczniowie odbiorą świadectwa i podziękują nauczycielom za
cały rok pracy. W tym roku podziękowania będą kosztować uczniów
średnio po 10-20 zł. Najczęściej składka zostanie przeznaczona na
biżuterię. Niektórzy wychowawcy mogą liczyć na złoty łańcuszek,
bransoletkę wykonaną przez artystę plastyka lub drogi zegarek. Wśród
powtarzających się prezentów są także: komplet obiadowy, filiżanka
ze spodeczkiem światowej marki i pióro.
- Nasza klasa zebrała 600 zł. Wystarczy na łańcuszek, bukiet kwiatów
i bombonierkę - mówi Paulina z Tychów. Jej koleżanki z innej klasy
kupują z kolei srebro.
Uczniowie tyskich i katowickich szkół, z którymi wczoraj
rozmawialiśmy, tłumaczą, że na zakończeniu roku szkolnego nie wypada
się pokazać z pustymi rękami. - To jest tylko podziękowanie - mówią.
Kto im każe w to wierzyć? - Rodzice - odpowiadają dzieci.
Elżbieta Kaczmarek-Huber, przewodnicząca Zabrzańskiej Międzyszkolnej
Rady Rodziców, tłumaczy, że winę ponoszą zapobiegliwe trójki
klasowe. - Obdarowywanie nauczycieli prezentami to głęboko
zakorzeniona patologia. Są rodzice, którzy zrobią wszystko, żeby ich
dziecko było lepiej postrzegane, a reszta rodziców nie potrafi się
temu przeciwstawić. Dlatego tak trudno walczyć z tymi podarunkami -
mówi Kaczmarek-Huber.
Zdaniem Macieja Osucha, społecznego rzecznika praw ucznia, wręczanie
prezentów na koniec roku szkolnego w niektórych przypadkach można
uznać nawet za korupcję. Powołuje się na obywatelską kartę
antykorupcyjną, w której jest zapis, że wręczanie kwiatków,
słodyczy, drobnego upominku pozbawione jest cech przestępstwa, ale
tylko wtedy, jeśli ma on symboliczną wartość pieniężną i wyraża
wdzięczność. - Granica między wdzięcznością a łapownictwem jest
płynna - mówi Osuch.
Kaczmarek-Huber uważa, że jest sposób na rozwiązanie tej patologii.
- Nie trzeba się uciekać do żadnych paragrafów. Wystarczy, jeśli
rodzice na początku każdego roku szkolnego zaplanują zadania
finansowe. Wtedy ze składek mogą ufundować dla nauczyciela po
kwiatku od każdego ucznia - mówi.
Nauczyciele się bronią. Zapewniają, że nigdy nie przyjmują od dzieci
drogich prezentów. Jedna z dyrektorek katowickich szkół zapewnia, że
oprócz kwiatków i wisienek w czekoladzie nigdy niczego nie dostała.
- W mojej szkole są raczej uczniowie z biedniejszych rodzin, dlatego
nie mamy takiego problemu - mówi.
Urzędnicy Śląskiego Kuratorium Oświaty upominają nauczycieli. -
Prezenty są nie do przyjęcia. Nauczyciele powinni o tym wiedzieć.
Kwiatki wystarczą - przypomina jak co roku Jerzy Zawarczyński,
pełniący obowiązki kurator oświaty.
Na pytanie, jak ŚKO zamierza walczyć z prezentami, kurator
odpowiada: - A kto miałby być oskarżycielem w tej sprawie?
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|