|
|
Jak mnie wychowywano: Bartosz Opania
Byłem błaznem klasowym i podwórkowym łobuzem. Ciągle
walczyłem z nieśmiałością, udowadniając sobie, że mniej się boję, niż się
bałem naprawdę.
Bardzo ciężko przeżywałem okres szkolny, zwłaszcza szkoły podstawowej.
Miałem kłopoty z czytaniem na głos i pisaniem - na stronie potrafiłem zrobić
kilkadziesiąt błędów ortograficznych. Pisałem wypracowania za kolegów. Oni
je przepisywali i dostawali czwórki i piątki, a ja za swoje z błędami -
dwóje. Do tego bazgrałem lewą ręką. Zmuszono mnie do pisania prawą, ale
paskudne kulfony i tak zostały. Długo nie było wiadomo, co ze mną jest nie
tak, w końcu okazało się, że jestem dyslektykiem. Wcześniej nazywano to
lenistwem.
Tylko dzięki rodzicom skończyłem podstawówkę, dostałem się do liceum
(psycholog stwierdził, że się nie nadaję) i zdałem maturę. Do dziś nie wiem,
jak mi się to udało - chyba tylko z pomocą Bożą i książek, które mnie zawsze
interesowały - bo zacząłem się intensywnie uczyć na kilka tygodni przed
egzaminem. Miałem po prostu dość szkoły, dość tego obozu tortur.
Rodzice ślęczeli ze mną po nocach. Mama tłumaczyła mi chemię i biologię.
Ojciec próbował mi włożyć do głowy alfabet rosyjski. Polskie litery troiły
mi się w oczach, a co dopiero rosyjskie. Nie rozumiałem, po cholerę każą nam
się uczyć obcych znaków. Rodzice nawzajem się wspierali w odrabianiu ze mną
lekcji, w ciągu godziny potrafili kilkakrotnie zamieniać się rolami. Kiedy
ojciec, delikatnie mówiąc, miał już dość, mamie robiło się mnie szkoda i
przejmowała pałeczkę. Potem znowu ojciec, bo mama już nie wytrzymywała
nerwowo. Mimo wszystko nie poddawali się, choć na ogół nic to nie zmieniało
- i tak dostawałem dwóję. Tak samo korepetytorzy od matematyki nigdy nie
mogli poczuć satysfakcji ze swojej pracy.
Rodzice ciężko przeżywali moje wywiadówki. Ojciec z kwiatami na korytarzu
czekał na nauczycielki i z całym wdziękiem przekonywał je, że dobrze by
było, żebym jednak skończył podstawówkę. Nie wiem, jak mu się to udało, ale
namówił matematyczkę, żeby - mimo dwunastu dwój - postawiła mi 3=.
Szkoła mnie nie interesowała. Wydawało mi się, że do niczego nie jest mi
potrzebna. Interesowało mnie granie na gitarze i bycie artystą. Najlepiej
muzykiem rockowym.
Byłem błaznem klasowym i podwórkowym łobuzem. Ciągle walczyłem z
nieśmiałością, udowadniając sobie, że mniej się boję, niż się bałem
naprawdę. Przylepiałem nauczycielki do krzeseł. Gdy pani od chemii chciała
mi wstawić kolejną dwóję, ukląkłem przed nią, wyrwałem jej długopis z ręki,
błagając, żeby tego nie robiła. Wyrzucałem talony na obiady. Nie miałem
czasu stać w kolejce. Sprawdzałem tylko, co podają, żeby się zorientować, co
powiedzieć rodzicom. Wyrywałem uwagi z dzienniczka. Miałem przy tym
poczucie, że wszystko będzie mi uchodziło na sucho.
Rodzice na szczęście nie wiedzieli o wszystkich moich wybrykach, ale kiedy
się już dowiedzieli, ostro reagowali. Gdy po raz kolejny nabroiłem, mama
powiedziała, że skończę w poprawczaku. Myślałam, że żartuje, aż do momentu,
kiedy zobaczyłem spakowane swoje rzeczy, a mama powiedziała: "Będę ci
przysyłała jabłka". A ja ogromnie lubiłem jabłka. Wieczorem, gdy ojciec
wrócił do domu, rzuciłem mu się ze szlochem na szyję i jakoś to się
rozeszło.
Mama kazała ojcu przeprowadzać ze mną poważne, męskie rozmowy. Te rozmowy
strasznie dużo ojca kosztowały, bo zazwyczaj dochodziło do nich po jego
przyjeździe. Wracał do domu, no i co - zaczynać tak od awantury z synem?
Obaj jesteśmy zamknięci, nieco zawstydzeni w takich sytuacjach, więc to za
bardzo nie wychodziło. Ojciec na przykład mówił:
- Palisz papierosy?
- No, palę.
- No to rzuć.
I to była cała rozmowa.
Mam to samo z moimi synami. Strasznie ciężko przeprowadzać poważne rozmowy.
Mam nadzieję, że ten tekst nie wpadnie w ich ręce, bo zrujnowałby mój - i
tak wątpliwy - autorytet. Chciałbym im oszczędzić moich błędów.
Bartosz Opania, ur. 1970 r., aktor, syn Mariana Opani. Wystąpił w ponad
dwudziestu spektaklach Teatru TV. Zagrał filmach: "Zakochani", "Historia
kina w Popielawach", "Daleko od okna", "Cisza". Na stałe związany z
warszawskim teatrem Ateneum.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie 2002r.:
gazeta.pl |
|