Dyrekcja
Nasz Adres
Zespół Szkół Nr 1 im. prof. Bolesława Krupińskiego
w Lubinie. ul. Kościuszki 9,
59 - 300 Lubin.
tel/fax. 076-746-30-50.
NIP 692-10-28-723

on-line:
statystyki www.stat.pl
Ogółem na stronie:

 
Aktualności Dokumentacja Absolwenci Kontakt
 

Jak mnie wychowywano: Bartosz Opania

Byłem błaznem klasowym i podwórkowym łobuzem. Ciągle walczyłem z nieśmiałością, udowadniając sobie, że mniej się boję, niż się bałem naprawdę.

Bardzo ciężko przeżywałem okres szkolny, zwłaszcza szkoły podstawowej. Miałem kłopoty z czytaniem na głos i pisaniem - na stronie potrafiłem zrobić kilkadziesiąt błędów ortograficznych. Pisałem wypracowania za kolegów. Oni je przepisywali i dostawali czwórki i piątki, a ja za swoje z błędami - dwóje. Do tego bazgrałem lewą ręką. Zmuszono mnie do pisania prawą, ale paskudne kulfony i tak zostały. Długo nie było wiadomo, co ze mną jest nie tak, w końcu okazało się, że jestem dyslektykiem. Wcześniej nazywano to lenistwem.

Tylko dzięki rodzicom skończyłem podstawówkę, dostałem się do liceum (psycholog stwierdził, że się nie nadaję) i zdałem maturę. Do dziś nie wiem, jak mi się to udało - chyba tylko z pomocą Bożą i książek, które mnie zawsze interesowały - bo zacząłem się intensywnie uczyć na kilka tygodni przed egzaminem. Miałem po prostu dość szkoły, dość tego obozu tortur.

Rodzice ślęczeli ze mną po nocach. Mama tłumaczyła mi chemię i biologię. Ojciec próbował mi włożyć do głowy alfabet rosyjski. Polskie litery troiły mi się w oczach, a co dopiero rosyjskie. Nie rozumiałem, po cholerę każą nam się uczyć obcych znaków. Rodzice nawzajem się wspierali w odrabianiu ze mną lekcji, w ciągu godziny potrafili kilkakrotnie zamieniać się rolami. Kiedy ojciec, delikatnie mówiąc, miał już dość, mamie robiło się mnie szkoda i przejmowała pałeczkę. Potem znowu ojciec, bo mama już nie wytrzymywała nerwowo. Mimo wszystko nie poddawali się, choć na ogół nic to nie zmieniało - i tak dostawałem dwóję. Tak samo korepetytorzy od matematyki nigdy nie mogli poczuć satysfakcji ze swojej pracy.

Rodzice ciężko przeżywali moje wywiadówki. Ojciec z kwiatami na korytarzu czekał na nauczycielki i z całym wdziękiem przekonywał je, że dobrze by było, żebym jednak skończył podstawówkę. Nie wiem, jak mu się to udało, ale namówił matematyczkę, żeby - mimo dwunastu dwój - postawiła mi 3=.

Szkoła mnie nie interesowała. Wydawało mi się, że do niczego nie jest mi potrzebna. Interesowało mnie granie na gitarze i bycie artystą. Najlepiej muzykiem rockowym.

Byłem błaznem klasowym i podwórkowym łobuzem. Ciągle walczyłem z nieśmiałością, udowadniając sobie, że mniej się boję, niż się bałem naprawdę. Przylepiałem nauczycielki do krzeseł. Gdy pani od chemii chciała mi wstawić kolejną dwóję, ukląkłem przed nią, wyrwałem jej długopis z ręki, błagając, żeby tego nie robiła. Wyrzucałem talony na obiady. Nie miałem czasu stać w kolejce. Sprawdzałem tylko, co podają, żeby się zorientować, co powiedzieć rodzicom. Wyrywałem uwagi z dzienniczka. Miałem przy tym poczucie, że wszystko będzie mi uchodziło na sucho.

Rodzice na szczęście nie wiedzieli o wszystkich moich wybrykach, ale kiedy się już dowiedzieli, ostro reagowali. Gdy po raz kolejny nabroiłem, mama powiedziała, że skończę w poprawczaku. Myślałam, że żartuje, aż do momentu, kiedy zobaczyłem spakowane swoje rzeczy, a mama powiedziała: "Będę ci przysyłała jabłka". A ja ogromnie lubiłem jabłka. Wieczorem, gdy ojciec wrócił do domu, rzuciłem mu się ze szlochem na szyję i jakoś to się rozeszło.

Mama kazała ojcu przeprowadzać ze mną poważne, męskie rozmowy. Te rozmowy strasznie dużo ojca kosztowały, bo zazwyczaj dochodziło do nich po jego przyjeździe. Wracał do domu, no i co - zaczynać tak od awantury z synem?

Obaj jesteśmy zamknięci, nieco zawstydzeni w takich sytuacjach, więc to za bardzo nie wychodziło. Ojciec na przykład mówił:

- Palisz papierosy?

- No, palę.

- No to rzuć.

I to była cała rozmowa.

Mam to samo z moimi synami. Strasznie ciężko przeprowadzać poważne rozmowy. Mam nadzieję, że ten tekst nie wpadnie w ich ręce, bo zrujnowałby mój - i tak wątpliwy - autorytet. Chciałbym im oszczędzić moich błędów.

Bartosz Opania, ur. 1970 r., aktor, syn Mariana Opani. Wystąpił w ponad dwudziestu spektaklach Teatru TV. Zagrał filmach: "Zakochani", "Historia kina w Popielawach", "Daleko od okna", "Cisza". Na stałe związany z warszawskim teatrem Ateneum.

[Pokaż komentarze] | [Dodaj komentarz]

pochodzenie 2002r.: gazeta.pl

 
Uczniowie Nauczyciele Rodzice
C 2005-2006 Zespół Szkół Nr 1 w Lubinie. All rights reserved