|
|
Jak mnie wychowywano: Paweł Januszewski
Not. Małgorzata Muszańska
Tato od zawsze budził we mnie spory respekt - był dla
mnie nie tylko ojcem, ale i dyrektorem szkoły. Reprezentował władzę, siłę,
stanowczość. Zawsze dotrzymywał słowa. Gdy obiecał mi motorower, który
kosztował dużo, bo około dwóch pensji, to po dwóch tygodniach go miałem. Jak
powiedział, że nie pojadę przeziębiony na zawody, to choć przez całą noc
kasłałem w poduszkę, to nie pojechałem.
W mojej rodzinie dominowali mężczyźni. Dziadek (ojciec ojca) był oficerem w
piechocie. W czasie wojny kilka razy uciekał z obozów jenieckich. Dziś ma
ponad osiemdziesiąt lat. W niewielkim gospodarstwie - kury, kaczki, mały sad
- o wszystko dba sam. Gdy kilka lat temu był operowany na raka prostaty,
wszyscy pogodzili się z tym, że po zabiegu dziadek już nie dojdzie do
siebie. Kiedy wyszedł ze szpitala, ojciec pojechał mu pomóc. Zabrał się do
rąbania drzewa, a dziadek spojrzał na niego z politowaniem i powiedział:
"Daj, ty nie dasz rady". Niedawno dziadek sam wykarczował sad i posadził
nowe drzewa.
Tato od zawsze budził we mnie spory respekt - był dla mnie nie tylko ojcem,
ale i dyrektorem szkoły. Reprezentował władzę, siłę, stanowczość. Zawsze
dotrzymywał słowa. Gdy obiecał mi motorower, który kosztował dużo, bo około
dwóch pensji, to po dwóch tygodniach go miałem. Jak powiedział, że nie
pojadę przeziębiony na zawody, to choć przez całą noc kasłałem w poduszkę,
to nie pojechałem.
Właściwie dzieciństwo spędziłem w szkole. Rodzice byli nauczycielami (mama
do dziś pracuje, ojciec przeszedł na emeryturę). Tato uczył historii, mama
zajmowała się nauczaniem początkowym, a gdy ja i siostra pojawiliśmy się na
świecie, przeszła na urlop wychowawczy. Szkoła mieściła się w przedwojennym
zameczku otoczonym wielkim, malowniczym parkiem, w Lubiatowie koło
Szczecina. Mieszkaliśmy w szkole podobnie jak pięć innych rodzin
nauczycielskich, które miały dzieci w moim wieku.
Między nami, "gadami nauczycielskimi", a resztą uczniów była trudna do
nazwania, ale wyczuwalna różnica. Nie byliśmy lepiej ubrani czy
inteligentniejsi, ale byliśmy inni, byliśmy z boku. I trzymaliśmy się razem.
Żyliśmy w tej szkole jak w kokonie. To był bezpieczny świat, w którym
wszystko było przewidywalne. Jedynym zagrożeniem była czarna wołga, która
czasami pojawiała się w okolicy. Wszyscy wiedzieli - czarna wołga porywa
dzieci. Ojciec powtarzał mi, że to ja mam się opiekować siostrą, mimo że ona
była ode mnie o dwa lata starsza. Na ogół w ferworze zabawy zapominałem o
tym, ale gdy zauważyłem czarną wołgę, gorączkowo szukałem siostry, żeby
zdążyła przed nią uciec.
Od początku wiedziałem, że jako "gady nauczycielskie" jesteśmy na
świeczniku, tzn. musimy się przykładnie zachowywać i dobrze się uczyć. Nie
ciążyło mi to zbytnio, bo uczyłem się dobrze, a fascynował mnie sport, ruch,
przede wszystkim piłka nożna. Tym żyłem. Graliśmy z chłopakami w nogę
na każdej przerwie. Dzwonek na przerwę był wybawieniem, dzwonek na lekcję -
porażką; życie płynęło między nimi.
Po meczu chodziliśmy się kąpać w pobliskim jeziorze Płoń. Jedni uczyli się
pływać od drugich i ja też się uczyłem od tych, którzy umieli. Mama się o
mnie bardzo bała. Najpierw nie pozwalała mi chodzić z chłopakami, potem
zabraniała mi pływać przed świętym Janem, jak nakazuje ludowa tradycja.
Ojciec nie mówił nic. Gdy zobaczył, że sobie radzę, orzekł: "Umie pływać,
niech pływa".
Mama chciała mnie chronić, ojciec natomiast był zwolennikiem zasady: "Co cię
nie pokona, to cię wzmocni". Uważał, że nie powinienem unikać trudnych
sytuacji, które pomogą mi kształtować silną wolę i charakter. To ojcowskie
"wypłynięcie na głęboką wodę" bardzo sprawdza mi się w sporcie. Najlepsze
wyniki osiągam na wielkich imprezach, tam potrafię wydobyć z siebie
najwięcej energii.
Moja żona powiedziała mi kiedyś: "Masz taki charakterystyczny sprężysty
chód". "To pewnie od uprawiania sportu" - pomyślałem sobie. Później patrzę,
a na kasecie wideo ojciec chodzi tak samo, a sportu nie uprawia. Dziadek już
tak nie chodzi, ale jestem pewien, że chodził bardziej sprężyście niż ja czy
ojciec.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|