Dyrekcja
Nasz Adres
Zespół Szkół Nr 1 im. prof. Bolesława Krupińskiego
w Lubinie. ul. Kościuszki 9,
59 - 300 Lubin.
tel/fax. 076-746-30-50.
NIP 692-10-28-723

on-line:
statystyki www.stat.pl
Ogółem na stronie:

 
Aktualności Dokumentacja Absolwenci Kontakt
 

Dorośli bawią się jak dzieci

Bartosz T. Wieliński

Dowody osobiste odebrali już dawno temu, ale bawią się jak dzieci. Jedni podczas weekendu uganiają się z karabinem po lasach, drudzy nocami zbierają żaby i ropuchy.

Andrzej Kocyba, czterdziestolatek, menedżer w jednej ze śląskich firm budowlanych. W każdy weekend powtarza ten sam rytuał: pakuje do samochodu kadłub i skrzydła swojego samolotu, skrzynki z narzędziami i butlę z paliwem. Dwadzieścia minut później dojeżdża na łąkę pod Tychami. Składa samolot, tankuje go, potem rozruch i po chwili jego maszyna jest w powietrzu. On sam stoi na ziemi i steruje samolotem za pomocą specjalnego nadajnika z dwoma dźwigniami i mnóstwem przełączników. - Samoloty buduję od dziecka, ale pierwsze radio kupiłem dopiero piętnaście lat temu. Było strasznie drogie, a ja w ogóle nie potrafiłem latać takimi samolotami. Na szczęście nauczył mnie kolega z lotniska - wspomina.

Życie inaczej

W ten sam weekend w Jaworznie do wyjścia z domu szykuje się Bartosz Gaj, na co dzień kierownik w firmie kurierskiej. Przygotowuje mundur i wysokie wojskowe buty, sprawdza karabin i zapas amunicji. Godzinę później w okolicznych lasach rozpocznie pojedynek z grupą kolegów. Jest snajperem. Ubrany w maskujący strój będzie się czaił na przeciwników, a gdy ci podejdą wystarczająco blisko, zacznie do nich strzelać. Na szczęście jego karabin, choć do złudzenia przypomina prawdziwą broń, strzela małymi plastikowymi kulkami. - Gdy byłem nastolatkiem, myślałem o tym, by pójść do armii, ale życie potoczyło się trochę inaczej. Teraz to nadrabiam - wyjaśnia.

- To kompleks Piotrusia Pana - wyjaśnia takie zachowania Krzysztof Łęcki, socjolog z UŚ. - Zabawki są coraz bardziej nowoczesne, a jednocześnie społeczeństwo przyzwala na takie zachowanie - wyjaśnia socjolog.

Bezkrwawe polowanie

Tomasz Świdergał, nauczyciel historii, też będzie walczył, ale bronią białą. Tomek jest rycerzem. Jego ekwipunek to hełm, zbroja oraz miecz, w sumie dobre kilkadziesiąt kilogramów. Wraz z innymi członkami swojego bractwa rycerskiego będzie ćwiczył fechtunek i rozmawiał o rycerskim etosie. Raz na jakiś czas przyjdzie mu pojechać na turniej albo na symulowaną średniowieczną bitwę.

Andrzej Siejeński, 29-latek, z Sosnowca też zajmuje się walką, tyle że tą rozgrywaną na stole. Andrzej to miłośnik Warhammera 40000, gry strategicznej, w której armie przyszłości rozgrywają ze sobą wielkie bitwy. Każdego żołnierza czy machinę wojenną reprezentuje starannie wykonana figurka, a o tym, jak skończy się bitwa, decydują oprócz talentu gracza współczynniki jego oddziałów i szczęście.

Pasja Marka Sołtysiaka, 28-letniego geologa ujawnia się dopiero wieczorem. Przebrany jak myśliwy przemierza chorzowskie stawy i mokradła w poszukiwaniu rzadkich gatunków płazów. To jednak bezkrwawe polowanie. Marek jedynie mierzy znalezione okazy i zaznacza na specjalnej mapce, na co udało mu się w danym miejscu trafić. Na podstawie wyników pisze potem prace naukowe. - Rano wsiadam w tramwaj i jadę na uczelnię. Mam zajęcia ze studentami - mówi Marek.

- Nie można tu doszukiwać się w tym żadnych patologii. Człowiek stara się uciec od codziennej rutyny i rozpoczyna swoje drugie życie. Z flegmatycznego księgowego może przeobrażać się w wolnym czasie w walecznego rycerza. Dopóki nie mylą mu się jego role, wszystko jest w porządku - twierdzi dr Marek Adamiec, psycholog.

Rozpędzona kulka

Siejeński zaczął grać, gdy miał 18 lat. Wtedy figurki Warhammera pojawiły się w polskich sklepach. - Najpierw zbierałem je, jak kiedyś zbierało się żołnierzyki. Potem odkryłem urok gry: pojedynek z przeciwnikiem, przewidywanie jego ruchów, emocje. Gdy już byłem studentem, grałem przez całe wakacje. To wcale nie jest dziecinne - wyjaśnia.

Świdergał: - W historiach o rycerzach zaczytywałem się, gdy byłem małym chłopcem. Potem zacząłem studiować historię. Bractwo było chyba naturalną konsekwencją wcześniej podjętych decyzji. Teraz łatwiej mi uczyć historii w szkole - wystarczy, że pokażę uczniom prawdziwą zbroję.

Poza tym panowie lubią smak ryzyka. Nawet wędrowanie nocą po obrzeżach miasta i szukanie żab i rzekotek może okazać się emocjonujące. - Kilka razy pogonili mnie miejscowi menele. Raz czy dwa dostałem po zębach. Mimo to dalej badam płazy i czuję się jak odkrywca na nieznanej ziemi. Nikt tego nie robił przede mną - twierdzi Marek.

Nie odstraszają ich nawet cięte rany i wielkie siniaki na plecach. - Staramy się wyhamowywać ciosy, ale nie zawsze się udaje. Sam oberwałem wiele razy, zobacz ile mam blizn - twierdzi Świdergał.

- Trafienie rozpędzoną kulką boli, ale to w końcu cena za błąd. Nie należy wystawiać się na strzał - dodaje Bartek Gaj.

Inne emocje towarzyszą lataniu. - Samolot jest wart kilka tysięcy złotych. Wystarczy chwila nieuwagi, by go rozbić. Adrenalina aż pulsuje mi w żyłach, ale w sumie to pozwala mi odreagować - mówi Kocyba.

- Taka pasja to dobra ucieczka przed stresem, szczególnie, jeśli ktoś pracuje na odpowiedzialnym stanowisku i ma wyczerpującą pracę. Zwykle w takich sytuacjach ludzie uciekali w świat kolekcji znaczków albo zakładali akwaria, bo to gwarantowało im spokojne zajęcie. Ale skoro komuś pomaga latanie to nie ma w tym nic zdrożnego - twierdzi dr Adamiec.

Karabiny nosimy w pokrowcach

Za zabawę trzeba jednak płacić. Figurki Siejeńskiego kosztują kilkadziesiąt złotych za sztukę (a tu trzeba wystawić całą armię!). Karabin Bartka to wydatek rzędu ok. 2 tys. zł, czyli tyle ile kosztuje dobra zbroja. - Do latania ciągle się dokłada. Trzeba kupować świece do silnika, akumulatory, paliwo. Pocieszam się tym, że wędkarze też wydają sporo pieniędzy na swoje zabawki - twierdzi Kocyba.

- Dawniej potrafiliśmy to maskować. Ojciec kupował kolejkę dla synka, ale gdy syn kładł się spać, sam się nią po kryjomu bawił. Dzisiaj sprawę rozwiązał rynek. Większość zabawek ma na opakowaniu napis: od lat 6 do 60. Dlaczego więc dorośli nie mieliby kupować ich dla siebie? - mówi dr Łęcki.

Ludzie na nietypowe pasje reagują różnie. - Raz biorą nas za żołnierzy, raz za terrorystów. By uniknąć problemów, na ulicy karabiny nosimy zawsze w pokrowcach - mówi Bartek.

Marek: - Na mnie czasami patrzą jak na wariata. Ot jakiś facet zbiera ropuchy do wiadra. Lepiej rozumiem się z innymi przyrodnikami.

Kocyba: - Mój samolot zawsze budzi zainteresowanie. Nawet rodzina przyzwyczaiła się, że sobotę spędzam na łące i latam. Chyba że akurat pada albo mocno wieje. Wtedy proponują: "Może spędzimy ten weekend razem?".

[Pokaż komentarze] | [Dodaj komentarz]

pochodzenie: gazeta.pl

 
Uczniowie Nauczyciele Rodzice
C 2005-2006 Zespół Szkół Nr 1 w Lubinie. All rights reserved